wtorek, 19 maja 2015

Jak wygląda dorosła przyjaźń? / How real friendship looks like

Z każdym rokiem, miesiącem, a nawet dniem widzę zmiany zachodzące w moim sposobie postrzegania życia.
Gdy byłam młodsza i oglądałam amerykańskie seriale zawsze marzyłam o grupce przyjaciółek, z którymi będę przeżywać szalone przygody. Nigdy nie miałam takiej ekipy. W podstawówce, a nawet gimnazjum miałam przyjaciółki – dziewczyny, którym mogłam powiedzieć wszystko, ale kiedy skończyła się szkoła nasza znajomość również się urwała. 

Dopiero teraz, w wieku dwudziestu jeden lat zaczynam rozumieć czym jest prawdziwa przyjaźń. Nie zawsze chodzi o to żeby spędzać ze sobą każdą chwilę. Nie trzeba się zgadzać w każdej kwestii. Nie trzeba lubić tego samego i mieć wszystkich wspólnych znajomych. 




W prawdziwej przyjaźni chodzi o to, że mimo różnic, mimo obowiązków, mimo braku czasu, pamięta się o tej drugiej osobie. I nawet po miesiącu albo szesnastu miesiącach nie rozmawiania można się spotkać i gadać przez kilka godzin jakby nic się nie zmieniło. To jest dojrzałość.

Kiedy kończy się szkoła, studia, każdy idzie w swoją stronę. Praca, związek, rodzina. Brak czasu dla samego siebie, a co dopiero dla znajomych. Ważne jest jednak żeby się nie zatracić w tych codziennych zmaganiach z problemami. Żaden sukces nie cieszy, jeśli nie ma się z kim go dzielić. Ja mam niesamowite szczęście, że otaczam się ludźmi, którzy wspierają mnie we wszystkim i podzielają mój entuzjazm w każdej ważnej dla mnie sprawie.

W obecnym momencie życia mam kilka wspaniałych przyjaciółek, na których zawsze mogę polegać. Większość z nich mieszka w innych miastach. Żeby było zabawniej, to praktycznie na trzech krańcach Polski. Dzięki Bogu za facebooka. To super sprawa kiedy od bliskiej osoby dzieli Cię 200 km.

Przez moje życie przewinęło się wiele osób, które otrzymały miano mojego przyjaciela. Z wieloma z nich nie mam nawet kontaktu, chociaż często zastanawiam się co u nich słychać (jeśli któraś z takich osób czyta ten post, to niech się do mnie odezwie). Nasze drogi rozeszły się z różnych powodów, ale zawsze w pamięci mam dobre chwile i fajne przygody. Każda napotkana osoba czegoś mnie nauczyła i za to jestem niesamowicie wdzięczna. A obecne bliskie mi osoby na zawsze pozostaną w moim sercu. Niezależnie od tego co się wydarzy.


With each passing year, month, or even day I see changes in my perception of life.

When I was younger and I watched American series I always dreamed of little group friends, with whom I will experience a crazy adventure. I've never had such a team. In elementary school and even junior high school I had a friends - a girl whom I could say anything, but when the school was finished also our contact broke off.


And now, when I have twenty one years old I begin to understand what real friendship is. It's not always the point to spend every moment together. You don't need to agree on any issue. You do not have to like the same things and have all mutual friends.

In true friendship point is that despite the differences, responsibilities, lack of time, remembers about the other person. And even after a month or sixteen months of not talking to you can meet and talk for a few hours as if nothing had changed. That is maturity.

When school ends everyone goes their own way. Jobs, relationship, family. Lack of time for ourselfs. But it is important not to lose in these daily struggles with problems. None success makes you happy, if you are not with whom to share it. I got extremely lucky that I surround myself with people who support me in everything and share my enthusiasm in every important matter for me.


At this moment of life I have few wonderful friends on which I can always rely on. Most of them live in other cities. Ironically, it is practically on the three extremities Poland. Thank God for facebook. It's a super thing when your friends are 200km away from you.

Scrolled through my life many people, who received the name of my friend. With many of them I don't even have contact, although I often wonder what they are doing in life. Our paths separated for various reasons, but I will always remember the good moments. Every person I met taught me something, and for that I am extremely grateful. My present friends will always remain in my heart. No matter what will happen.

środa, 13 maja 2015

21 rzeczy, które w sobie uwielbiam (z okazji 21. urodzin)

W dniu swoich dwudziestych pierwszych urodzin chciałam dodać wyjątkowy post. Miałam kilka pomysłów, ale to chyba wydaje mi się najbardziej odpowiednie. 

Pomyślałam, że napiszę o sobie. Ale nie tak po prostu, gdzie mieszkam, jakie jedzenie lubię i który kolor jest moim ulubionym. Utrudniłam sobie zadanie, bo postanowiłam napisać o tym, co w sobie lubię. Wbrew pozorom to było niesamowicie trudne zadanie. I o wiele łatwiej było mi pisać o cechach charakteru niż o wyglądzie. Mimo to, znalazłam w sobie 21 rzeczy, które mi się podobają.

Na co dzień w ogóle nie myślimy o takich rzeczach. Nie doceniamy tego jacy jesteśmy. Nie zastanawiamy się za co inni mogą nas lubić. To smutne, ale często sami siebie nie kochamy. A to jest pierwszy krok do tego żeby inni nas pokochali. I nie chodzi mi o zadufanie w sobie, o bycie narcyzem, tylko o zdrową miłość i szacunek co samego siebie.

  1. Pewność siebie.
  2. Pozytywne nastawienie do życia.
  3. Duże oczy.
  4. Tatuaż.
  5. Odwaga.
  6. Wrażliwość.
  7. Piersi.
  8. Uśmiech.
  9. Zaradność.
  10. Odpowiedzialność.
  11. Blond włosy.
  12. Ręce.
  13. Kreatywność.
  14. Chęć ciągłego rozwoju.
  15. Otwartość.
  16. Szczerość.
  17. Radość życia.
  18. Wdzięczność za wszystko co mam.
  19. Wzrost.
  20. Poczucie humoru.
  21. Siła.

To ja, Milena, która kocha siebie:


Polecam każdej z was zrobić sobie takie ćwiczenie. Zastanówcie się co w sobie lubicie i pamiętajcie o tym za każdym razem kiedy poczujecie się źle. Każdy z nas ma w sobie przynajmniej 21 dobrych cech :) Zarówno w wyglądzie jak i w charakterze!

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę Wam miłego dnia :)

niedziela, 3 maja 2015

April summary / Co robiłam w kwietniu

Ostatnio na blogu zrobiło się trochę poważnie. Mamy wiosnę, więc postanowiłam dodać bardziej luźny post. Kwiecień był całkiem spoko. Mam kilka zdjęć, m.in. z mojego wyjazdu do Krakowa, spotkania z przyjaciółką i mojego małego spa :) Jeśli jesteście zainteresowani co robiłam w kwietniu, to zapraszam:


11-go kwietnia po raz pierwszy odwiedziłam Kraków. Nigdy nie byłam na południu Polski oprócz Wrocławia, do którego drogę przespałam. Krajobraz Małopolski po prostu mnie zachwycił. Patrzyłam przez szybę i nie mogłam uwierzyć, że jest tak pięknie. Sam Kraków również bardzo mi się spodobał, chociaż widziałam tylko Starówkę i ścisłe centrum.




Niestety bardzo ciężko było nam ogarnąć komunikację miejską. Trzeba było się nabiegać żeby znaleźć odpowiedni przystanek. Po godzinie błądzenia wokół dworca zrezygnowane usiadłyśmy z moją przyjaciółką na chodniku:


W końcu jednak zdecydowałyśmy się zapytać kogoś o drogę. Trafiło na najprzystojniejszego chłopaka jakiego widziałyśmy w całym Krakowie :) Na szczęście dobrze nas pokierował i po kolejnej godzinie trafiłyśmy do miejsca docelowego. 

Wieczorem razem z koleżankami poszłyśmy na koncert naszego ulubionego zespołu - Afromental.





Po czteromiesięcznej przerwie nie mogłam odpuścić pierwszego koncertu w sezonie. Przy okazji zobaczyłam piękny Kraków i spotkałam się z przyjaciółkami i ze znajomymi. Bardzo miło spędziłam tam czas i na pewno będę to dobrze wspominać.



Tydzień później odwiedziła mnie przyjaciółka, z którą również nie widziałam się cztery miesiące. Wieczorem poszłyśmy nad Wisłę. Było cudownie. Ludzie palili ogniska na plaży, pili piwa, było ciepło. Typowy wakacyjny klimat. 




Dobrze było się spotkać, pogadać. Cieszę się, że w końcu nam się udało. Rzadkie spotkania to wady przyjaźni na odległość... Ale zalety z posiadania takiej przyjaciółki jak Ewelina zdecydowanie przeważają <3


Niestety nie byłam w żadnych innych ciekawych miejscach. Dużo pracuję. Kiedy mam wolne staram się wyjść i porobić trochę zdjęć. Warszawa jest naprawdę piękna i to zdecydowanie moje ulubione miasto w Polsce.



Ostatnio jednak sporo czasu spędzałam w domu. Postanowiłam bardziej zadbać o siebie. Kupiłam kilka kosmetyków do pielęgnacji oraz kolorówkę. Odwiedziłam sklep Ziaja. Nie polecam do niego wchodzić, bo można się zatracić. Najchętniej kupiłabym wszystko, bo ceny są tak cudowne, że nawet za siatkę kosmetyków różnego rodzaju można zapłacić tyle co za jeden - dwa kosmetyki jakiejś innej znanej marki. Ja skupiłam się na włosach i skórze twarzy, ale pewnie wybiorę się tam jeszcze niedługo i powiększę moją ziajową kolekcję :) 
Nie mogłam też nie skorzystać z promocji w Rossmanie -49% na pudry, podkłady, korektory i kosmetyki do oczu. Nie będę się przyznawać ile wydałam, ale powiem tylko, że większość tych rzeczy kupiłam po raz pierwszy a jestem nimi zachwycona. Boję się tylko tego jak pójdę na promocję szminek. To jest moja największa słabość...


Dziękuję za wszystkie odwiedziny mojego bloga. Codziennie jest was tu naprawdę wielu! Jestem w szoku kiedy widzę takie liczby. Postaram się (i tym razem naprawdę!) dodawać więcej postów. Mam sporo pomysłów, ale ogranicza mnie czas. Niedługo to się zmieni i będę mogła bardziej skupić się na blogu.
Pozdrawiam Was wszystkich i kończę dzisiejszą notkę tym oto zdjęciem:


wtorek, 28 kwietnia 2015

Doceń to, że żyjesz.

Tego dnia zrobiłam warkocza. Jako, że mam krótkie pocieniowane włosy nie wyglądało to za dobrze. Siedziałam w autobusie i z przejęciem czytałam książkę. Byłam niedaleko swojego przystanku, więc postanowiłam zaprzestać czytanie z końcem rozdziału. Rozpuściłam włosy, zaczęłam się nimi bawić i przeglądać w szybie wewnątrz autobusu. Pomyślałam: „Nienawidzę swoich włosów. W ogóle się nie układają.” W tym momencie z siedzenia obok mnie wstała kobieta w wieku około 30 lat. Spojrzałam na jej głowę. Miała bardzo krótkie włosy. Nie jestem ekspertem, ale wyglądało to na efekt chemioterapii…


To była idealna sytuacja pokazująca jak bardzo nie doceniamy tego co mamy. Cały czas narzekamy. Nic nam się nie podoba. Wiadomo, każdy chce żeby było mu w życiu lepiej. Nie znam nikogo kto nie chciałby być bogatszy/ ładniejszy/ zdrowszy/ szczęśliwszy. Albo wszystko na raz. Tylko dlaczego nie doceniamy tego co mamy?

Narzekam, że nie mam za mało pieniędzy a nie doceniam tego, że mam dach nad głową, ciepłą wodę, pracę. Codziennie kupuję sobie coś do jedzenia, mogę sobie pozwolić na wyjście do kina, nową bluzkę czy książkę.

Narzekam, że boli mnie głowa, oczy, brzuch, a nie doceniam tego, że mam wzrok, słuch, sprawne wszystkie kończyny i organy. 

Narzekam na brzydką pogodę, nieukładające się włosy, nadmiar pracy, brzydką cerę, nadwagę, wrednych ludzi. Nie doceniam tego, że mam wspaniałą rodzinę, przyjaciół, że mam te włosy, że mogę iść pobiegać, bo przecież chodzę, że mogę rozmawiać i jestem świadoma wszystkiego co mnie otacza. 

Na co dzień całkowicie zapominamy o tym jakimi szczęściarzami jesteśmy. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób nawet czytających ten post nie ma takiego szczęścia jak ja, ale uwierzcie, że macie lepiej niż wiele innych osób na naszej planecie. 

Codziennie na świecie umierają setki tysięcy ludzi. Jeśli żyjesz - jesteś wielkim szczęściarzem! Doceń to.