poniedziałek, 10 listopada 2014

Summary of the year

Dziś poniedziałek. Jednak zamiast podsumowania tygodnia postanowiłam zrobić podsumowanie roku, ponieważ 5. listopada minął rok odkąd mieszkam w Warszawie. Ostatnio myślałam o tym jak wiele przez ten czas się zmieniło i chciałabym Wam o tym opowiedzieć.


Nagrałam filmik, w którym mówię o tym jak Warszawa mnie zmieniła. Zapraszam do oglądania:



Skupiłam się na tym jak się zmieniłam oraz na tym, że było ciężko, ale niestety zapomniałam powiedzieć o tym, że ten rok był naprawdę wspaniały i, że spotkało mnie tu również wiele pięknych chwil.
Poznałam tu Natalię - moją przyjaciółkę, odbudowałam przyjaźń z inną Natalią, poznałam bardzo dużo ciekawych osób, od których wiele się nauczyłam.

Ostatnimi czasy każdy dzień jest dla mnie niesamowity. Wszystko dzieje się tak szybko. Staram się to ogarnąć, ale naprawdę nie jest łatwo. Moje życie jest wspaniałe. Cieszę się, że mimo wszystko przyjechałam tu i wytrzymałam cały rok.

Poniżej możecie zobaczyć zlepek zdjęć z całego roku. To tylko część jaką mogę wam pokazać:




środa, 5 listopada 2014

You get what you give

Śmieję się, widzę, czuję, słyszę, mam dwie ręce, dwie nogi i wszystkie narządy wewnętrzne potrzebne do funkcjonowania, jestem zdrowa, moja rodzina także. Mam oboje rodziców, dwóch braci, przyjaciółki. Mam dom, do którego zawsze mogę wrócić, ciepłą wodę w mieszkaniu. Skończyłam szkołę, mam pracę, ubezpieczenie, nigdy niczego mi nie brakowało, a na pewno nie jedzenia. Jestem wolnym człowiekiem, kocham, jestem kochana, marzę, spełniam swoje marzenia. Żyję.

Jak wiele z tych stwierdzeń opisuje Ciebie? Jeśli to czytasz, to dwa na pewno.


Dziś w ogóle nie planowałam postu, a na pewno nie o takiej tematyce. Jednak od wczoraj bardzo wiele się w moim życiu wydarzyło.

Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy z tego jakimi jesteśmy szczęściarzami, jak wiele posiadamy. Ja już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że moje problemy tak naprawdę nie znaczą nic w odniesieniu do całego świata. Jasne, miałam wiele trudnych sytuacji w życiu, ale dzięki wsparciu bliskich, dzięki słońcu, wierze w lepsze jutro udało mi się pokonać wszelkie przeciwności losu. 

Są jednak wśród nas ludzie, którzy mają poważne problemy. Dzieci, które nie mają rodziców, osoby bardzo chore lub uzależnione, ludzie bez dachu nad głową, kobiety, które są poniżane, wykorzystywane, gwałcone, pozbawiane godności, zdrowia... Nie trzeba szukać daleko. Na moim osiedlu jest pan, który nie ma domu. Nie wiem gdzie śpi, ale bardzo często widzę go w osiedlowym śmietniku...

Myślę, że każdy zgodzi się ze mną, że najpiękniejszym ze wszystkich uczuć jest miłość. I nie chodzi mi tylko o miłość do chłopaka, dziewczyny, rodziców, przyjaciół. Bardzo ważne jest aby miłować ludzi. Nawet obcych. 


Zawsze wydawało mi się, że nie mogę pomagać innym ludziom, bo sama nie mam pieniędzy. Zrozumiałam jednak, że skoro stać mnie na kupienie sobie 3 w miesiącu szminki to mogę również dać coś komuś, kto nie ma nic. I tak zauważyłam, że wrzucając drobne do tych kubeczków stojących na ulicy moje serce zaczyna bić szybciej a często oczy zachodzą mgłą. Może jestem naiwna, ale wierzę, że te grosze naprawdę komuś poprawiły humor. 

Mówi się, że karma jest suką. Zdecydowanie wierzę w to, że to co dajemy innym otrzymujemy z powrotem, ale zdecydowanie silniejsze są uczucia pozytywne. I dlatego jeśli dajesz dobro, to dostajesz dobro. Kiedy wrzuciłam drobne do kubeczka panu grającemu na skrzypcach, a następnego dnia dostałam wolne żeby pojechać do domu wiedziałam, że to nie przypadek. Miałam setki takich sytuacji i myślę, że gdybyście się zastanowili to również zauważycie, że to tak właśnie działa.


Chciałabym teraz przejść do tego, co jest najważniejsze w tym poście. Nigdy wcześniej nie pisałam takiej notki, ale teraz czuję, że muszę to zrobić. Moja znajoma bardzo zaangażowała się w pewien projekt. Jakoś nie specjalnie mnie to interesowało do momentu aż nie zaczęła "spamować" o tym na fejsie. Chodzi o to, że razem z innymi ludźmi dobrej woli robią Foto-kalendarz na rok 2015 z udziałem osób publicznych. Ma to na celu promowanie modernizacji internatu (Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy) i Centrum TPD „Helenów”. Zostało zebranych już sporo pieniędzy. Niestety w tym momencie brakuje jeszcze 3000zł. Wiem, że bardzo dużo osób wchodzi na mojego bloga, czyta go anonimowo, dlatego zwracam się do Was z prośbą o pomoc. Każda złotówka jest ważna. Jeśli 300 osób prześle na konto chociaż 10zł, tak jak ja to zrobiłam, to kalendarz dojdzie do skutku.
Więcej o całym projekcie możecie dowiedzieć się tu: CZAS NA DACH

WPŁAT NALEŻY DOKONYWAĆ NA RACHUNEK:
Towarzystwo Przyjaciół Dzieci
Numer Rachunku: 18 1240 6175 1111 0010 2559 9102
Adres: ul. Krakowskie Przedmieście 6, 00-325 Warszawa
Bank PEKAO
Oddział Prowadzący: Oddział w Warszawie ul. Jasna 1
Tytuł: „Czas na Dach”

Z góry dziękuję za każdą wpłatę w imieniu swoim i wszystkich zaangażowanych w ten projekt. 

Pamiętajcie, że to my tworzymy rzeczywistość i każda zmiana zaczyna się od nas samych. Jeśli chcecie zmienić świat - zacznijcie od siebie.

Dziękuję za uwagę. Pozdrawiam Was ciepło!

poniedziałek, 3 listopada 2014

Summary of the week #1 | Desperados party, my first tattoo, halloween

Zastanawiałam się jak ulepszyć mojego bloga. Myślę, że największą wadą jest to, że rzadko publikuję nowe posty. Nie chciałabym robić nic na siłę. Wymyśliłam jednak coś co będzie odpowiednie. Często mam wolne poniedziałki, więc mam trochę czasu, który mogę spożytkować na pisanie postów podsumowujących miniony tydzień. W moim życiu obecnie sporo się dzieje, więc mam nadzieję, że będziecie mogli poczytać ciekawe rzeczy. Oprócz tego co u mnie chciałabym dzielić się z wami inspirującymi mnie linkami, zdjęciami, książkami, filmami. Mam nadzieję, że uda mi się prowadzić ten cykl systematycznie i będziecie zadowoleni z tego co tu przeczytacie.


Zacznę może od wydarzenia, w którym miałam przyjemność uczestniczyć 25. października. Co prawda nie było to w tym tygodniu, ale okazja taka super, że muszę się tym z Wami podzielić. W poprzednią sobotę odbyła się impreza Desperados Endless Night Party. Warszawska hala Expo zamieniła się w miejsce gdzie czas nie ma znaczenia. Klimat jaki tam panował jest nie do opisania. Najważniejszym punktem wieczoru były występy zagranicznych muzyków Netsky oraz Chase & Status. Uwielbiam taką muzykę, więc razem z moją przyjaciółką bawiłyśmy się świetnie.



W środę spełniłam jedno z moich marzeń. Po miesiącach przemyśleń w końcu zdecydowałam się na zrobienie tatuażu. Od początku wiedziałam co i w jakim miejscu zrobię. Szczerze mówiąc myślałam, że będzie boleć o wiele bardziej. Byłam przygotowana na naprawdę wielki ból, a jedyne co tak naprawdę odczuwałam to drętwienie ręki, która przez pół godziny była w niewygodnej pozycji. 
Obawiałam się reakcji rodziców i chciałam im powiedzieć za jakiś czas jak przyjadę do domu. Kiedyś im mówiłam, że zrobię tatuaż, ale wtedy nasłuchałam się tyle, że naprawdę bałam się im powiedzieć o tym teraz. Na szczęście mam najlepszych rodziców na świecie i zareagowali bardzo w porządku. A ja jestem dumna z tego co mam na ręku. Moja mantra życiowa "Live your dreams"


Nie pojechałam do domu na Wszystkich Świętych. W sobotę i niedzielę pracowałam. Piątek spędziłam z moją przyjaciółką. Piłyśmy wino i rozmawiałyśmy. Lubię takie wieczory. Niestety są one rzadkością. Dwie z 3 moich przyjaciółek mieszkają poza Warszawą. Wszystkie mają swoje zajęcia. Szkoła, praca. Ja sama nie narzekam na nudę. Mam nadzieję, że mimo braku czasu zawsze znajdziemy dla siebie chwilę.



Chciałabym Was zaprosić na mojego tumblra, gdzie znajdziecie wiele inspirujących mnie zdjęć i obrazków:

http://powerpinkyx.tumblr.com/

Jeśli podobał wam się ten post, to zostawcie komentarz. Widzę, że jest bardzo dużo wejść, więc myślę, że sporo osób czyta notki. Dajcie znać jak wam się podobają. 


czwartek, 30 października 2014

Free your emotions

W poprzedniej notce trochę sobie ponarzekałam. Jednak już wtedy pisałam, że jest trochę lepiej. Dziś jest rewelacyjnie i chciałabym wam opowiedzieć jak to się stało, że w ciągu kilku dni całkowicie zmieniło się moje nastawienie do życia.




Na moim blogu możecie znaleźć kilka postów o motywacji. O tym, że życie jest piękne i należy z niego korzystać jak tylko się da. Wyznaję taką zasadę od kilku miesięcy i dzięki temu żyje mi się o wiele lepiej. Czytam wiele książek dotyczących rozwoju osobistego i prawa przyciągania. Ostatnio w 2 książkach natrafiłam na coś co nazywane jest skalą emocji. W tym momencie idealnie mogę się do tego odnieść .



Przedstawiłam to za pomocą odwróconej piramidy. Na górze są pozytywne emocje, które mają solidną podstawę. Na dole znajdują się emocje negatywne. Kierując się ku górze uwalniamy nasze pozytywne emocje i odczuwamy ulgę. Nie jest możliwe żeby ktoś z depresji przeszedł od razu do radości. 

Ja dotarłam do bezsilności. Na szczęście miałam to uczucie tylko przez chwilę i z każdym dniem pięłam się w górę odczuwając ulgę. I tak nieświadomie dotarłam do zniechęcenia. Następnie byłam pełna obaw odnośnie moich marzeń i tego czy postępuję właściwie. Zwątpiłam i czułam rozczarowanie. Im byłam wyżej tym silniej to odczuwałam. Emocjonalny niepokój i frustrację umieściłam w mojej poprzedniej notce. Jednak pod koniec znalazło się też miejsce na nadzieję. A kilka dni później nie omijając pozytywnych oczekiwań, entuzjazmu i szczęścia doszłam do wielkiej radości i wdzięczności.

Obecnie moje emocje wahają się w pozycjach 1-4 i naprawdę czuję, że wszystko jest dobrze.

Bardzo ważne w poruszaniu się po skali emocji jest świadomość ich odczuwania i pozwolenie im się uwolnić. Zdarzają się w naszym życiu sytuacje, że odczuwamy lęk, rozpacz a nawet depresję. Aby odczuć ulgę trzeba uwolnić wściekłość, zemstę, złość. Jeśli natomiast w momencie odczuwania złości ktoś będzie próbować nas hamować może się okazać, że się cofamy i z powrotem znajdziemy się w pozycji 22.

Kiedy nic się nie układa i czujecie się najgorzej – myślcie pozytywnie. Wiem, to banalna rada, ale naprawdę działa. Widzę po sobie, że od kiedy zaczęłam myśleć pozytywnie i cieszyć się z małych rzeczy stałam się lepszym człowiekiem. Moi znajomi też to zauważyli. Jestem szczęśliwa, przydarzają mi się wspaniałe rzeczy i spełniam swoje marzenia. A to wszystko za sprawą zmiany nastawienia. Spróbujcie przez miesiąc nie narzekać, nie obgadywać nikogo, uśmiechać się, myśleć pozytywnie a potem obserwujcie zmiany. 




Jestem wdzięczna za moje życie, za rodzinę, przyjaciół, zdrowie, pracę i wszystko co mi się przytrafia. Jest pięknie.

Post został napisany w oparciu o książki „Proś a będzie Ci dane” Esther i Jerry’ego Hicks oraz „Odchudzanie i prawo przyciągania” Bogusławy Krause.




In a previous post I complained a little bit. But even then it was a bit better. Today is great and I would like to tell you how it happened that in a few days completely changed my attitude to life.


On my blog you can find a few posts about motivation. About the fact that life is beautiful and you should use it as much as possible. I confess that rule a few months and it makes my life much better. I read many books about the law of attraction. Recently, the two books I came across something called the scale of emotions. At this point, ideally I can relate to it.




I introduced it with the inverted pyramid. At the top are positive emotions, which have a solid foundation. At the bottom are the negative emotions. Following the upward we free our positive emotions and feel relieved. It is not possible that someone with depression went straight to the joy.


I got to powerlessness. Fortunately, I had this feeling only for a moment and every day climbed up feeling relieved. And so unwittingly got to discouragement. Then I was full of worried regarding my dreams and whether I act properly. Doubted and felt disappointment. The higher I was the more I felt it. Overwhelm and frustration I put in my previous note. But at the end there were a place for hope. A few days later, without omitting positive expectations, enthusiasm and happiness I came to the great joy and gratitude.
 
Currently, my emotions fluctuate in positions 1-4 and I really feel that everything is good.

It's important to move around the scale of emotions is aware of their feeling and allowing them to break free. There are situations in our lives that we fear, despair and even depression. To feel the relief you need to release the rage, revenge, anger. If someone  will try stop us to feeling anger we may go back and again be in position 22.


When anything goes wrong and you feel bad - think positively. I know it's trivial advice, but it really works. I can see by myself that since I started to think positive and enjoy the small things I have become a better person. My friends noticed it too. I'm just happy, there happen to me great things, and my dreams do come true. And it's all because of a change in attitude. Try for a month doesn’t complain, smile, think positively and then watch the changes.


I am grateful for my life, my family, friends, health, work and everything what happens to me. It's beautiful.

The post has been written based on the book "Ask and it is given" by Esther and Jerry Hicks and "Diet and the law of attraction" by Boguslawa Krause.

wtorek, 21 października 2014

What is wrong with me?

I doszłam do takiego momentu w życiu, że kanapka z masłem i moje ulubione spaghetti smakują tak samo. Pracuję całymi dniami, nie mam czasu na nic, chociaż tak naprawdę mam go bardzo dużo. Chcę już wrócić do domu, a jednak nie potrafiłabym nie pracować. I chyba chciałabym mieć chłopaka a jednocześnie nie potrafię sobie wyobrazić, że miałabym się teraz zakochać. I chcę już być tam, gdzie moje marzenia się spełnią ale trochę zaczynam się bać, że może to jednak nie to…



Jak mogliście zauważyć na moim blogu dużo pisałam o pozytywnym myśleniu, o tym, że bardzo cieszę się z życia i doceniam każdą chwilę. Teraz siedzę przed komputerem słuchając chillstepu i zastanawiam się co się zmieniło w ciągu kilku ostatnich dni.

Miałam bardzo dobry tydzień. Wszystko układało się po mojej myśli. Spędziłam dużo czasu z super ludźmi, świetnie się bawiłam, w pracy wszystko ok, a jednak z dnia na dzień czułam się jakby ktoś spuszczał ze mnie powietrze aż w końcu leżałam na podłodze totalnie bezsilna i pusta… 

Przeczytałam dwie książki o pozytywnym myśleniu i prawie przyciągania. Wierzę w to, że każda myśl się urzeczywistnia. W tym momencie jednak ciężko mi się uśmiechać i być miłą dla wszystkich. Wszystko stało się takie obojętne. Jedzenie bez smaku, które mimo wszystko wpycham w siebie, bo chcę, a potem siedzę z bolącym brzuchem, głową i setką negatywnych myśli. No właśnie. Te myśli, które powinny być przepełnione pozytywnymi emocjami są tak samo bez smaku i koloru jak pasztet, który ostatnio mieliśmy do degustacji w pracy. 

Irytuje mnie wszystko. Moja twarz. Pogoda. Nuda. Brak czasu. Koleżanka z pracy – każda. I nowi pracownicy. I babka, która wynajmuje mi pokój. I moja mama, która nie dzwoni. A jeszcze bardziej mnie irytuje kiedy dzwoni i chce ze mną gadać o głupotach. A najbardziej to irytuje mnie moja osoba i to moje zachowanie. Bo chciałabym być cały czas szczęśliwa i się uśmiechać i dawać ludziom radość i być przykładem, że marzenia się spełniają. 

A jednak na chwilę utknęłam w tym momencie mojego życia kiedy nie wiem czy to o czym myślę przynajmniej 15 razy dziennie od kilku miesięcy ma w ogóle sens. Czy chcę zrobić coś czego nie zrobił nikt z moich znajomych. Czy ja w ogóle powinnam tak odważnie marzyć? Bo przecież to co ma się stać za kilka miesięcy, to będzie dopiero początek mojej długiej i szerokiej drogi. Co zrobię kiedy te wszystkie pomysły, które wiszą na ścianie przede mną zaczną się spełniać? A jeśli w trakcie dojdę do wniosku, że to jednak nie jest to? 



Myślę że jestem zmęczona. Tak po prostu zmęczona i przytłoczona tym co się dzieje dookoła. Bo choć otrzymuję wielkie wsparcie ze strony przyjaciół, to czasami mam wrażenie, że jestem jedyną osobą na świecie, która ma gorszy dzień, wielkie problemy i nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć. 

Piszę to w momencie kiedy jest lepiej, ale jeszcze nie tak jak zawsze. Doszłam do takiego punktu w moim życiu, że moje marzenia mnie przerosły. Ale tylko na chwilę. Bo wiem, ze zaraz stanę na nogi i zacznę działać bardziej i mocniej i będę tak cholernie szczęśliwa jak nigdy. A kiedy to nastąpi, napiszę wam o moich planach, bo nie ma nic lepszego jak dzielenie się szczęściem z innymi ludźmi. 

Nie dajcie się jesiennej depresji! Uśmiechajcie się mimo fatalniej pogody. A jeśli Ty dotarłeś lub dotarłaś do tego momentu postu, to napisz co dobrego ostatnio Ci się przytrafiło. Bardzo chętnie poczytam na poprawę humoru. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!





And I came to the point in my life that sandwich with butter and my favorite spaghetti taste the same. I work all day, I don’t have time to do anything, but for real I’ve got it a lot. I want to go home now, but I couldn’t imagine that I had to stop working. I think I would like to have a boyfriend at the same time I cann’t imagine that I would now fall in love. And I want to be there where my dreams come true but a little I get scared that maybe it is not THAT...

I wrote a lot about positive thinking, about that I am very happy with life and enjoy every moment. Now I'm sitting at the computer, listening to chillstep and I wonder what has changed in the last few days.

I had a very good week. Everything was going on my way. I spent a lot of time with great people, had a great time, at work everything around, but from day to day, I felt like someone kept  air out of me and finally I was lying on the floor totally empty and powerless

I read two books about positive thinking and the law of attraction. I believe that every thought becomes real. However at this point, is hard for me to smile and be nice to everyone. Everything has become so indifferent. Tasteless food, which I pushed into myself, because I want to, and then I sit with a sore stomach, head, and hundreds of negative thoughts. That's it. These thoughts, which should be filled with positive emotions are just as tasteless and colorless as pate, which recently we had for a tasting at work.

Everything annoys me. My face. Weather. Boredom. Lack of time. Colleague from work - everybody. And new employees. And the lady who rents me a room. And my mom, who doen’t ring. And even more irritates me when she call and want to talk to me about foolishnesses. But the most irritates me my behavior. Because I would like to still be happy and smile and give people joy and be an example that dreams do come true.

But at the moment I'm stuck at this point in my life when I don’t know if that what I think at least 15 times a day for several months has any sense at all. Do I want to do something which no one of my friends did? Did I should so boldly dreaming? Because what is going to happen in a few months, it will be just the beginning of my long and wide road. What will I do when all these ideas, that hang on the wall in front of me will start to beginning? And what if I will realize that it is not this?

I think I'm tired. Just tired and overwhelmed by that what is happening around me. Because even I get great support from my friends, sometimes I feel that I'm the only person in the world that has a bad day, big problems and no one is able to understand me.

I am writing this at the moment when it is better, but still not good as always. I came to a point in my life that my dreams have outgrown me. But only for a moment. Because I know that soon I get on my feet and start to work better and harder and I will be so fucking happy as ever. And when this happens, I will write to you about my plans, because there is nothing better than sharing happiness with others.
 
Do not let the autumn depression! Smiles despite the terrible weather. And if reading this post, write something good which happened to you recently. I will be very happy to read this. I greet you warmly! XOXO