czwartek, 30 października 2014

Free your emotions

W poprzedniej notce trochę sobie ponarzekałam. Jednak już wtedy pisałam, że jest trochę lepiej. Dziś jest rewelacyjnie i chciałabym wam opowiedzieć jak to się stało, że w ciągu kilku dni całkowicie zmieniło się moje nastawienie do życia.




Na moim blogu możecie znaleźć kilka postów o motywacji. O tym, że życie jest piękne i należy z niego korzystać jak tylko się da. Wyznaję taką zasadę od kilku miesięcy i dzięki temu żyje mi się o wiele lepiej. Czytam wiele książek dotyczących rozwoju osobistego i prawa przyciągania. Ostatnio w 2 książkach natrafiłam na coś co nazywane jest skalą emocji. W tym momencie idealnie mogę się do tego odnieść .



Przedstawiłam to za pomocą odwróconej piramidy. Na górze są pozytywne emocje, które mają solidną podstawę. Na dole znajdują się emocje negatywne. Kierując się ku górze uwalniamy nasze pozytywne emocje i odczuwamy ulgę. Nie jest możliwe żeby ktoś z depresji przeszedł od razu do radości. 

Ja dotarłam do bezsilności. Na szczęście miałam to uczucie tylko przez chwilę i z każdym dniem pięłam się w górę odczuwając ulgę. I tak nieświadomie dotarłam do zniechęcenia. Następnie byłam pełna obaw odnośnie moich marzeń i tego czy postępuję właściwie. Zwątpiłam i czułam rozczarowanie. Im byłam wyżej tym silniej to odczuwałam. Emocjonalny niepokój i frustrację umieściłam w mojej poprzedniej notce. Jednak pod koniec znalazło się też miejsce na nadzieję. A kilka dni później nie omijając pozytywnych oczekiwań, entuzjazmu i szczęścia doszłam do wielkiej radości i wdzięczności.

Obecnie moje emocje wahają się w pozycjach 1-4 i naprawdę czuję, że wszystko jest dobrze.

Bardzo ważne w poruszaniu się po skali emocji jest świadomość ich odczuwania i pozwolenie im się uwolnić. Zdarzają się w naszym życiu sytuacje, że odczuwamy lęk, rozpacz a nawet depresję. Aby odczuć ulgę trzeba uwolnić wściekłość, zemstę, złość. Jeśli natomiast w momencie odczuwania złości ktoś będzie próbować nas hamować może się okazać, że się cofamy i z powrotem znajdziemy się w pozycji 22.

Kiedy nic się nie układa i czujecie się najgorzej – myślcie pozytywnie. Wiem, to banalna rada, ale naprawdę działa. Widzę po sobie, że od kiedy zaczęłam myśleć pozytywnie i cieszyć się z małych rzeczy stałam się lepszym człowiekiem. Moi znajomi też to zauważyli. Jestem szczęśliwa, przydarzają mi się wspaniałe rzeczy i spełniam swoje marzenia. A to wszystko za sprawą zmiany nastawienia. Spróbujcie przez miesiąc nie narzekać, nie obgadywać nikogo, uśmiechać się, myśleć pozytywnie a potem obserwujcie zmiany. 




Jestem wdzięczna za moje życie, za rodzinę, przyjaciół, zdrowie, pracę i wszystko co mi się przytrafia. Jest pięknie.

Post został napisany w oparciu o książki „Proś a będzie Ci dane” Esther i Jerry’ego Hicks oraz „Odchudzanie i prawo przyciągania” Bogusławy Krause.




In a previous post I complained a little bit. But even then it was a bit better. Today is great and I would like to tell you how it happened that in a few days completely changed my attitude to life.


On my blog you can find a few posts about motivation. About the fact that life is beautiful and you should use it as much as possible. I confess that rule a few months and it makes my life much better. I read many books about the law of attraction. Recently, the two books I came across something called the scale of emotions. At this point, ideally I can relate to it.




I introduced it with the inverted pyramid. At the top are positive emotions, which have a solid foundation. At the bottom are the negative emotions. Following the upward we free our positive emotions and feel relieved. It is not possible that someone with depression went straight to the joy.


I got to powerlessness. Fortunately, I had this feeling only for a moment and every day climbed up feeling relieved. And so unwittingly got to discouragement. Then I was full of worried regarding my dreams and whether I act properly. Doubted and felt disappointment. The higher I was the more I felt it. Overwhelm and frustration I put in my previous note. But at the end there were a place for hope. A few days later, without omitting positive expectations, enthusiasm and happiness I came to the great joy and gratitude.
 
Currently, my emotions fluctuate in positions 1-4 and I really feel that everything is good.

It's important to move around the scale of emotions is aware of their feeling and allowing them to break free. There are situations in our lives that we fear, despair and even depression. To feel the relief you need to release the rage, revenge, anger. If someone  will try stop us to feeling anger we may go back and again be in position 22.


When anything goes wrong and you feel bad - think positively. I know it's trivial advice, but it really works. I can see by myself that since I started to think positive and enjoy the small things I have become a better person. My friends noticed it too. I'm just happy, there happen to me great things, and my dreams do come true. And it's all because of a change in attitude. Try for a month doesn’t complain, smile, think positively and then watch the changes.


I am grateful for my life, my family, friends, health, work and everything what happens to me. It's beautiful.

The post has been written based on the book "Ask and it is given" by Esther and Jerry Hicks and "Diet and the law of attraction" by Boguslawa Krause.

wtorek, 21 października 2014

What is wrong with me?

I doszłam do takiego momentu w życiu, że kanapka z masłem i moje ulubione spaghetti smakują tak samo. Pracuję całymi dniami, nie mam czasu na nic, chociaż tak naprawdę mam go bardzo dużo. Chcę już wrócić do domu, a jednak nie potrafiłabym nie pracować. I chyba chciałabym mieć chłopaka a jednocześnie nie potrafię sobie wyobrazić, że miałabym się teraz zakochać. I chcę już być tam, gdzie moje marzenia się spełnią ale trochę zaczynam się bać, że może to jednak nie to…



Jak mogliście zauważyć na moim blogu dużo pisałam o pozytywnym myśleniu, o tym, że bardzo cieszę się z życia i doceniam każdą chwilę. Teraz siedzę przed komputerem słuchając chillstepu i zastanawiam się co się zmieniło w ciągu kilku ostatnich dni.

Miałam bardzo dobry tydzień. Wszystko układało się po mojej myśli. Spędziłam dużo czasu z super ludźmi, świetnie się bawiłam, w pracy wszystko ok, a jednak z dnia na dzień czułam się jakby ktoś spuszczał ze mnie powietrze aż w końcu leżałam na podłodze totalnie bezsilna i pusta… 

Przeczytałam dwie książki o pozytywnym myśleniu i prawie przyciągania. Wierzę w to, że każda myśl się urzeczywistnia. W tym momencie jednak ciężko mi się uśmiechać i być miłą dla wszystkich. Wszystko stało się takie obojętne. Jedzenie bez smaku, które mimo wszystko wpycham w siebie, bo chcę, a potem siedzę z bolącym brzuchem, głową i setką negatywnych myśli. No właśnie. Te myśli, które powinny być przepełnione pozytywnymi emocjami są tak samo bez smaku i koloru jak pasztet, który ostatnio mieliśmy do degustacji w pracy. 

Irytuje mnie wszystko. Moja twarz. Pogoda. Nuda. Brak czasu. Koleżanka z pracy – każda. I nowi pracownicy. I babka, która wynajmuje mi pokój. I moja mama, która nie dzwoni. A jeszcze bardziej mnie irytuje kiedy dzwoni i chce ze mną gadać o głupotach. A najbardziej to irytuje mnie moja osoba i to moje zachowanie. Bo chciałabym być cały czas szczęśliwa i się uśmiechać i dawać ludziom radość i być przykładem, że marzenia się spełniają. 

A jednak na chwilę utknęłam w tym momencie mojego życia kiedy nie wiem czy to o czym myślę przynajmniej 15 razy dziennie od kilku miesięcy ma w ogóle sens. Czy chcę zrobić coś czego nie zrobił nikt z moich znajomych. Czy ja w ogóle powinnam tak odważnie marzyć? Bo przecież to co ma się stać za kilka miesięcy, to będzie dopiero początek mojej długiej i szerokiej drogi. Co zrobię kiedy te wszystkie pomysły, które wiszą na ścianie przede mną zaczną się spełniać? A jeśli w trakcie dojdę do wniosku, że to jednak nie jest to? 



Myślę że jestem zmęczona. Tak po prostu zmęczona i przytłoczona tym co się dzieje dookoła. Bo choć otrzymuję wielkie wsparcie ze strony przyjaciół, to czasami mam wrażenie, że jestem jedyną osobą na świecie, która ma gorszy dzień, wielkie problemy i nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć. 

Piszę to w momencie kiedy jest lepiej, ale jeszcze nie tak jak zawsze. Doszłam do takiego punktu w moim życiu, że moje marzenia mnie przerosły. Ale tylko na chwilę. Bo wiem, ze zaraz stanę na nogi i zacznę działać bardziej i mocniej i będę tak cholernie szczęśliwa jak nigdy. A kiedy to nastąpi, napiszę wam o moich planach, bo nie ma nic lepszego jak dzielenie się szczęściem z innymi ludźmi. 

Nie dajcie się jesiennej depresji! Uśmiechajcie się mimo fatalniej pogody. A jeśli Ty dotarłeś lub dotarłaś do tego momentu postu, to napisz co dobrego ostatnio Ci się przytrafiło. Bardzo chętnie poczytam na poprawę humoru. Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!





And I came to the point in my life that sandwich with butter and my favorite spaghetti taste the same. I work all day, I don’t have time to do anything, but for real I’ve got it a lot. I want to go home now, but I couldn’t imagine that I had to stop working. I think I would like to have a boyfriend at the same time I cann’t imagine that I would now fall in love. And I want to be there where my dreams come true but a little I get scared that maybe it is not THAT...

I wrote a lot about positive thinking, about that I am very happy with life and enjoy every moment. Now I'm sitting at the computer, listening to chillstep and I wonder what has changed in the last few days.

I had a very good week. Everything was going on my way. I spent a lot of time with great people, had a great time, at work everything around, but from day to day, I felt like someone kept  air out of me and finally I was lying on the floor totally empty and powerless

I read two books about positive thinking and the law of attraction. I believe that every thought becomes real. However at this point, is hard for me to smile and be nice to everyone. Everything has become so indifferent. Tasteless food, which I pushed into myself, because I want to, and then I sit with a sore stomach, head, and hundreds of negative thoughts. That's it. These thoughts, which should be filled with positive emotions are just as tasteless and colorless as pate, which recently we had for a tasting at work.

Everything annoys me. My face. Weather. Boredom. Lack of time. Colleague from work - everybody. And new employees. And the lady who rents me a room. And my mom, who doen’t ring. And even more irritates me when she call and want to talk to me about foolishnesses. But the most irritates me my behavior. Because I would like to still be happy and smile and give people joy and be an example that dreams do come true.

But at the moment I'm stuck at this point in my life when I don’t know if that what I think at least 15 times a day for several months has any sense at all. Do I want to do something which no one of my friends did? Did I should so boldly dreaming? Because what is going to happen in a few months, it will be just the beginning of my long and wide road. What will I do when all these ideas, that hang on the wall in front of me will start to beginning? And what if I will realize that it is not this?

I think I'm tired. Just tired and overwhelmed by that what is happening around me. Because even I get great support from my friends, sometimes I feel that I'm the only person in the world that has a bad day, big problems and no one is able to understand me.

I am writing this at the moment when it is better, but still not good as always. I came to a point in my life that my dreams have outgrown me. But only for a moment. Because I know that soon I get on my feet and start to work better and harder and I will be so fucking happy as ever. And when this happens, I will write to you about my plans, because there is nothing better than sharing happiness with others.
 
Do not let the autumn depression! Smiles despite the terrible weather. And if reading this post, write something good which happened to you recently. I will be very happy to read this. I greet you warmly! XOXO